1 2 3 4 5

1% podatku KRS 0000349426 Bez wahania przekażcie 1% Waszego podatku dla polskiej Szkoły im. Jana Pawła II w Jacmel.

7 rocznica trzęsienia ziemi na Haiti 12 stycznia 2017 roku mija siódma smutna rocznica tragicznego trzęsienia ziemi na Haiti. Wówczas zginęło wielu niewinnych ludzi.

Creamy dzieciom :) Firma Creamy Creative Cosmetics postanowiła wesprzeć dzieci ze szkoły Jana Pawła II w Jacmel.

Nagroda uznania za wybitny projekt infrastruktury publicznej Nasi architekci: Marta Niedbalec i Maciej Siuda odebrali nagrodę dla całego zespołu BALON (Medellin w Kolumbia) zostali oni wyróżnieni nagrodą Holocim Awards 2014 za projekt szkoły na Haiti!

Przekaż 1% podatku KRS 0000349426 Poznaj twarze naszych dzieci! Przyszli uczniowie szkoły Jana Pawła II w Jacmel tymczasem bawią się w prowizorycznej szkole.


zamknij

Wyniki wyszukiwania


Media

2.03.2011

Jestem objuczony jak Polska

Mouin chaje kon Lapologne - to powiedzenie na Haiti literalnie znaczy: "Jestem objuczony jak Polska", a w przenośni oznacza: "Mam już dość, ale nie poddam się"!

Młoda kobieta pokazuje światu zdjęcie, uchwycony może kilka dni wcześniej moment macierzyńskiej czułości. Rozpacz, która maluje się teraz na jej twarzy, wystarczy za każdy płacz. Na zdjęciu, które trzyma kobieta mały chłopiec tuli się do niej i z ufnością patrzy w obiektyw aparatu. Mój synek też się tak przytula i ma tyle samo lat. Miejsce, gdzie młoda Haitanka zostawiła swego syna, jest teraz kupą gruzu.

Nie mogę zapomnieć tych twarzy, choć ich nie znam i nigdy prawdopodobnie nie dowiem się, czy kobieta odnalazła swoje dziecko.


Trzymam kciuki i czekam na wieści o Polakach, którzy trzy dni temu znaleźli się w Port-au-Prince.

Tak więc jak wystarczy garstka naszych i nam podobnych, by sprawa stała się bardziej nasza, tak wystarczyło kilkuset legionistów, by Polska na Haiti stała się synonimem solidarności i surrealistycznego wcielenia w życie idei "za naszą i waszą wolność".

206 lat temu było inne trzęsienie ziemi na Haiti - uzyskanie wolności. Pierwsza czarna wolna republika na świecie, która wyprzedziła dekolonizację o 150 lat. Wtedy wbrew własnym planom garstka Polaków została rzucona na ziemię haitańską. Instynkt, wola przetrwania, poczucie sprawiedliwości i zwyczajna przyzwoitość sprawiły, że grupa Polaków stanęła po stronie walczących niewolników. Zaryzykowali śmierć, oskarżenie o zdradę i nieodwracalne oddalenie od swoich.

Trzęsienie ziemi sprzed kilku dni jest momentem, kiedy historia zatrzymuje się i przegląda w lustrze pamięci ludzkiej. Wydarzenia nabierają nowej wymowy. Cieszymy się obecnością naszych bliskich, doceniamy rosnący komfort naszego życia, smakujemy nieoczekiwany dar wolności i pokoju.

Dla nas oprócz sentymentalnego momentu refleksji nad sensem życia i jego kruchości jest okazja do przemyślenia tamtej symbolicznej obecności Polski przy krwawych narodzinach państwa haitańskiego. Jest też może moment na napisanie ciągu dalszego tej zapomnianej historii.

W czasie mojej wizyty na Haiti nie było rozmówcy, który by słysząc, że przyjeżdżam z Polski, nie wspomniał o legionistach z sympatią i nie spytał, czy już spotkałam "polone", czyli potomków tych żołnierzy. Nagabywana o to, czy w Polsce równie dużo mówi się o tym epizodzie ze wspólnej historii, spuszczałam oczy i mamrotałam, że niektórzy pamiętają, ale że to trochę daleko i że przechodzimy przez trudny okres transformacji, więc głowę mamy zajętą innymi sprawami. Nie chciałam ich rozczarować.

Dziś w Polsce historia ta wydźwignięta gigantycznym ruchem tektonicznym zobaczyła na nowo światło dzienne. Stało się to znów przy wielkim cierpieniu haitańskiego narodu. Czy pozwolimy sobie zapomnieć o tym, że gdzieś na zagubionej wyspie do dziś postrzegani jesteśmy jak bohaterowie, że tam pod gorącym słońcem tlą się jakaś nieokreślona sympatia i niesprecyzowane nadzieje kierowane do nas? Czy pozostawimy jak obcych dogorywające pokolenie tych, którzy o sobie mówią, że są Polakami o czarnej skórze?


 

Zapewne podniosą się głosy, że jest to daleko, że teren jest nieznany, że jesteśmy ubodzy. Nie da się jednak zaprzeczyć, że my sami w dobie prawdziwej biedy nie baliśmy się przekraczać oceanu w poszukiwaniu bezpieczeństwa, wolności czy dobrobytu. Biorąc pod uwagę bezwzględną miarę odległości, Haiti jest bliżej.

Ostatnie 20 lat należy do najszczęśliwszych epizodów w naszej historii. Los się do nas uśmiecha, a w przyszłość patrzymy z optymizmem, jak głoszą ostatnie statystyki. Czy naliczają się nam już procenty od kredytu szczęścia i dobrej passy?

Może przyszedł czas spłacenia długu tym, którzy za naszą wolność umarli w osamotnieniu na tropikalnej wyspie? Może przyszedł też czas na spłacenie długu historii, która dała nam szansę wygrzebania się z politycznej opresji i wydobycia z ruin ekonomicznej zapaści?

Haiti po wtorkowym trzęsieniu ziemi ma tak mało i ma tak wielkie potrzeby, że każda pomoc materialna będzie dobrodziejstwem. Cenniejsza wydaje się jednak bardziej taka pomoc, która pozwoliłaby tej dalekiej republice otrzymać wzorce i konkretne rady dotyczące tego, jak konające państwo może się podźwignąć i stać się normalnie funkcjonującym krajem. Ta wiedza i to doświadczenie są prawdziwym naszym dzisiejszym bogactwem.

Mouin chaje kon Lapologne! Czy można lepiej streścić i ująć w jednym losy polskich legionistów i dzisiejszy los Haitańczyków? Jak pisze literaturoznawca Józef Kwaterko, nie ma chyba lepszej metafory, aby wyrazić nadzieję na rozpoczęcie wszystkiego od nowa. Słowo "Polska", które wrosło w to haitańskie powiedzenie, jest zaś rodzajem krzyku o pomoc skierowanym do nas dziś.

Gdy pisałam ostatnie słowa, odezwał się mój telefon. Urządzenie, które dusiłam, wyciskając z coraz mniejszą wiarą numer kierunkowy 509 po trzech dniach i nocach ożyło. Czy miałam więcej szczęścia niż dziewczyna ze zdjęcia? Dotarły do mnie, do Polski, dobre wieści. Moi bliscy żyją.

Polacy na Haiti

Pierwsi Polacy, którzy dotarli do Haiti, to żołnierze walczącej u boku Napoleona jednej z półbrygad Legionów Polskich, które Francuzi rzucili w 1803 r. na karaibską wyspę, by wsparła ich korpus ekspedycyjny w tłumieniu powstania murzyńskich niewolników. Część liczącego 6 tys. ludzi polskiego kontyngentu przeszła na stronę czarnych powstańców. Raziło ich okrucieństwo Francuzów, a wyzwoleńcza ideologia - po latach walki o niepodległą Polskę - była im bliska.

Gdy powstanie upadło, ok. 400 osób zostało na wyspie i wżeniło się w haitańską społeczność.

Po latach odkrywano kolejne polskie ślady. W lokalnych dialektach zachowały się polskie słowa, także przekleństwa. Potomkowie legionistów mieli mieć niebieskie oczy i słowiańskie rysy twarzy. Jedna z czczonych na wyspie bogiń wudu przypominała Matkę Boską Częstochowską, a niektóre wioski zdobiły domy biało-czerwonymi chorągiewkami. Główny polski ośrodek to wioska Cazale położona ok. 70 km. od stolicy wyspy Port-au-Prince. Wielu jej mieszkańców nosi polsko brzmiące nazwiska. /bart/